czwartek, 16 lutego 2017

Carpet bag

Nie tak dawno do mojego internetowego sklepiku zakupiłam hurtowo stare rączki do toreb. Takie wiecie, staroświeckie, z likwidacji sklepu. Kupiłam oczywiście z zamiarem sprzedaży, ale jedna sztuka doznała poważnego uszczerbku podczas transportu - generalnie się złamała. Postanowiłam ją więc skleić i wykorzystać: sama uszyłam sobie torbę z takimi rączkami :)



sobota, 17 grudnia 2016

Całkiem na czerwono


W końcu udało mi się skończyć czerwony komplecik. Muszę się przyznać, że po przeanalizowaniu oryginalnego wykroju na spódnicę postanowiłam poszukać innego. Chodzi o to, że zakładka zapewniająca swobodę ruchu podczas chodzenia była w nim długości całej spódnicy, co nie wygląda najlepiej przy grubszych tkaninach, jak moja bawełna z meszkiem.

Ach ten pożółkły papier... :)

sobota, 19 listopada 2016

W stylu retro

Rok prawie nie publikowałam, pewnie się zastanawiacie co takiego wielkiego się w moim życiu zmieniło. Niewiele raczej - tyle, że otworzyłam działalność gospodarczą, co zabiera mi sporo czasu. Za to jeśli chodzi o preferencje co do kolorów, niewiele się u mnie zmieniło, jak widać na poniższym zdjęciu:


Bluzę uszyłam na podstawie wykroju z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.To zdecydowanie moja ulubiona dekada! Na razie uszyłam tylko górę, chociaż nie wykluczam uszycia dołu z reszty materiału.

piątek, 9 września 2016

Jak przyszyć klamrę do paska - tutorial

Niedawno pewna klientka zapytała mnie jak właściwie przyszyć klamerkę do paska. Najbardziej frapował ją metalowy bolec. Nie wiedziała czy może należy go usunąć, a potem ponownie zamocować. Wobec czego stworzyłam specjalnie dla niej tutorial na moim sklepowym blogu (tak to teraz wygląda i oczywiście mój szyciowy blog przez to tak cierpi). Przy okazji mogę się również z Wami nim podzielić.


Klamrę z bolcem można przyszyć na dwa sposoby.

środa, 13 kwietnia 2016

Rzecz o guzikach (4)

Pewnie się zastanawiacie co jeszcze można napisać o guzikach, po serii moich postów. Dziś będzie o guzikach wykonanych z użyciem wszelkiego rodzaju nici i sznurków. Osobiście jestem wielką ich fanką i nawet myślałam, żeby niektóre z nich zatrzymać i zacząć kolekcjonować właśnie tego typu guziki, ale... jakoś za dużo mi tu tych guzików :)

Na początek, guziki wykonane NA SZYDEŁKU



poniedziałek, 28 marca 2016

Zielone spodnie na wiosnę

Jeśli ktoś się zastanawiał, to żyję i mam się dobrze. Trochę mam mało czasu na szycie, ale udało mi się skończyć spodnie, które skroiłam jeszcze w zeszłym roku (!). Bardzo chciałam mieć właśnie spodnie w takim kolorze. Fason wybrałam dlatego, że wiele osób go polecało. To wszystkim dobrze znany model typu dżinsy z Burdy 03/2014 (to już było dwa lata temu! Jak ten czas leci...)

niedziela, 7 lutego 2016

Karnawał 2016

Jak dawno nic nie pisałam! A jeszcze dawniej nie siadałam do maszyny (za to dużo kurzu usiadło na pokrowcu). Dopiero karnawał sprawił, że musiałam coś dla siebie uszyć. Tym razem był to kapelusz wiedźmy.



wtorek, 29 grudnia 2015

Sukienka według wykroju Mary Quant

Czy ktoś zna tę projektantkę? Matkę chrzestną spódniczki mini? Nawet doczekała się własnej wersji samochodu Mini, wg. jej projektu. Mowa oczywiście oo Mary Quant. Nieco na ten temat można przeczytać w najnowszej edycji Burdy Vintage. A mnie się trafił oryginalny wykrój tej projektantki z końca lat sześćdziesiątych. Kupiłam go na Etsy, ale sprzedawczyni chyba nie znała jego prawdziwej wartości, bo kosztował tylko jakieś 7 euro! (dodam, że znani projektanci 'chodzą' po 70 albo i 120 euro).



niedziela, 13 grudnia 2015

Hiszpania - Kraj absurdów

Kiedyś moja koleżanka-emigrantka z Łotwy powiedziała mi, że kiedy mieszkała w Rydze, wydawało jej się, że to najbardziej absurdalny kraj na świecie, a gdziekolwiek indziej wszystko jakoś bardziej na poważnie musi być, lepiej. Dopóki nie przeprowadziła się to Hiszpanii i nie przekonała się, że można nie tylko bardziej absurdalnie, ale i na większą skalę.

Pomimo lat już spędzonych w Hiszpanii, nadal daję się zaskoczyć. Są też pewne rzeczy, których nie zrozumiem.

Może kotlecik w kształcie Hiszpanii? Nic nie wycinałam, taki mi podano :)

La nieve cuaja, czyli śnieg, który 'się ścina'

Profe, profe, jak to powiedzieć po angielsku? No właśnie, jak to powiedzieć? Po wstępnej analizie i dalszej konsultacji stwierdziłam, że powiedzieć się po prostu nie da. Czasownika cuajar używa się zazwyczaj w opisie przygotowania galaretki, flanu lub innych produktów spożywczych które przechodzą ze stanu ciekłego w koloid.

Żeby zrozumieć na czym może polegać podobny proces przy opadach śniegu, musimy przenieść się do rzeczywistości, w której śnieg czasem pojawia się w formie romantycznie opadających płatków, które natychmiast zamieniają się w kilka kropli wody w kontakcie z jakąkolwiek powierzchnią. Rzeczą niezwykłą jest widzieć zalegające zaspy. Już cienka białą warstwa na chodniku powoduje, że Hiszpanie tracą głowę i cieszą się, bo nareszcie 'cuaja'. Pamiętam, jak znajomi opowiadali mi, że widzieli paru pasjonatów, którzy na takie topniejące 2 cm śniegu (przy temperaturze +6º) pobiegli z nartami na... plażę! Nie wiem jak się ta przygoda skończyła, pewnie nie za dobrze dla nart. W Santiago natomiast z powodu podobnych opadów śniegu, zamyka się wszystkie szkoły i unieruchamia transport publiczny. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedziano mi: "żeby dzieci mogły się cieszyć śniegiem, bo to raz na wiele lat się zdarza".

Wracając do problemu tłumaczenia. Zamiast podawać słówka, które zapewne zaskoczyłyby niejednego Angola w połączeniu ze śniegiem, tłumaczę moim uczniom, że rzeczą normalną dla śniegu jest topnienie. Proces odwrotny to 'nie topnienie'. 

Śnieg faktycznie czasem 'cuaja' - zdjęcie wykonane z okna mojego mieszkania

Reality Show

W Polsce Big Brother doczekał się raptem 3 edycji. W Hiszpanii obecnie leci już dziewiętnasta, czy nawet dwudziesta. Nie wiem skąd taka popularność, ale zapewniam Was, że znam osoby, które nadal śledzą ten program, a nawet są wielkimi fanami.

Kiedyś poznałam pewnego Amerykanina, ma się rozumieć w Hiszpanii, który po chwili gadki-szmatki powiedział ni stąd ni zowąd: "Nie poznajesz mnie?" Zaczęłam się zastanawiać, że może kiedyś ktoś mi go przedstawił, a ja nie pamiętałam. Ale nie, nie kojarzyłam. "To ja, Conrad, finalista szóstej edycji Big Brothera!" - i wszystko jasne!

Mój faworyt: logo dostawcy kurczaków. Nie dość, że ma dwie girki i dwa skrzydełka, to jeszcze ma rączkę, w której dzierży parasol. Bardzo elegancko, ale za takiego mutanta dziękujemy.

Cudowne ozdrowienie - widziałam na żywo wiele razy - spowodowane wystąpieniem czerwonego światła na przejściu dla pieszych. Ta babulinka, która ledwie przykuśtykała do skraju chodnika, wsadza pod pachę obie kule i biegiem pokonuje pasy na czerwonym. Dziadunio z balkonikiem podnosi go, jakby to była spódnica i równie szybko przebiega przez ulicę. I jeszcze tobie rzuci guapa po drodze, bo to przecież kanon dobrych manier. Sama nie raz przechodziłam na czerwonym (ludzie patrzą na ciebie z niedowierzaniem, jeśli tego NIE zrobisz - jedyny mandat wystawiony dwa lata temu w moim mieście za takie wykroczenie doczekał się nawet wspomnienia w prasie), ale na widok nadjeżdżającego samochodu zawsze się zatrzymuję. Jakie było moje zdziwienie, kiedy młody człowiek ze złamaną nogą, o 2 kulach tego nie zrobił, tylko (z kulami pod pachą) w podskokach udał się pospiesznie na drugą stronę, na jednej nodze.

Koszmar listonosza

Spotkanie towarzyskie
Każde miejsce jest dobre na spotkanie i pogawędkę, nie ważne czy akurat skutecznie blokujemy chodnik, wejście czy inne miejsce. Jakoś dziwnie ludzie lubią się zatrzymywać w tym celu tam, gdzie akurat z boku stoi słup, kawiarniany stolik, albo kosz na śmieci. I ani z lewej ani z prawej ich nie miniesz. Niedawno widziałam jeszcze lepsze miejsce na pogawędkę: na środku jezdni na przejściu dla pieszych. Wreszcie zrozumiałam dlaczego zamiast kogoś pozdrawiać na powitanie ludzie mówią 'adiós' - jeśli powiedz 'hola' to poczują się zmuszeni, aby przystanąć i pogadać, nawet jeśli się spieszą...

Zwroty grzecznościowe  typu 'usted', czyli "Pan/Pani" są niemile widziane. Jedna uczennica opowiedziała mi jak to została w kozie po lekcjach, bo tak zwracała się do swoich nauczycieli, a nie po imieniu. I musiała kilkadziesiąt razy przepisywać: "Nie będę więcej zwracać się do nauczycieli 'usted".

Zamiast szyldu reklamowego - zautomatyzowany miś do puszczania baniek mydlanych :)
I jeszcze gdyby ktoś musiał za potrzebą: toalety w 90% barów znajdują się al fondo y a la derecha, czyli do końca i w prawo. Dlaczego? Nie wiadomo, ale sprawdźcie następnym razem jak się znajdziecie w hiszpańskim barze.


Nawet jeśli nie wybieracie się do Hiszpanii, możecie poczuć trochę tej atmosfery w poznańskim barze Pika-Pika na ulicy Zamkowej przy rynku. Polecam tym, którzy naprawdę chcą doświadczyć trochę tej kultury: połowa menu jest w języku hiszpańskim, ale przede wszystkim jest autentyczna, a barman/właściciel nie mówi po polsku.
Nie polecam za to baru hola-hola, gdzie nawet nie ma hiszpańskiego wina!!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Berecik

Tym razem będzie bardzo króciutko. Jako, że do Hiszpanii również dotarła już zima, wydziergałam sobie taki oto berecik. Może na wielkie mrozy się nie nadaje, ale a tutejszą zimę jak najbardziej.


Nie bazowałam na żadnym tutorialu, po prostu dziergałam i patrzyłam co wychodzi. Oczywiście nie obyło się bez prucia i tak dalej, ale z efektu jestem zadowolona. Nawet dorobiłam mu mały kwiatuszek, żeby się nie mylić gdzie przód a gdzie tył.



Takie rękawiczki można nabyć na ETSY w TYM sympatycznym sklepie


_______________________________________________
Wykrój: brak
Rozmiar: 52 cm
Materiał: włóczka akrylowa
Zdjęcia: Paco