Guzików, jak wiecie, mam co niemiara. Większość poszła na sprzedaż, ale zachowałam sobie trochę takich prawdziwych rarytasów :-) Właśnie nimi chciałam się z Wami podzielić. Dlatego ogłaszam CANDY!!! I to dla wszystkich, niezależnie od kraju zamieszkania - sama nie biorę nigdy udziału, bo wysyłka zawsze jest wyłącznie na terytorium Polski. Postanowiłam, że w takim razie ja wysyłam wszędzie.
Myślę, że guziki przydadzą się nie tylko szyjącym, ale również tym, którzy lubią odmieniać wygląd swojej garderoby.
Takich guzików nie znajdziecie pewnie już nigdzie, nawet w moim sklepie, hehe. Wszystkie są autentyczne z lat pięćdziesiątych i początku lat sześćdziesiątych - no po prostu vintage. Te niebieskie i różowe są z masy perłowej. Sama jestem pełna podziwu, że przez tyle lat nie straciły nic z intensywności kolorów. Kiedyś to jednak robili porządne rzeczy. Te różowe (8 sztuk) są dość małe, mają 14 mm średnicy, a te niebieskie 23 mm. Jedna klientka użyła podobnych do ręcznie dzierganego swetra, więc myślę, że mogą łatwo znaleźć podobne zastosowanie.
Pod spodem wystają guziczki przyszyte jak za dawnych czasów do kartonika. Te są już zrobione z normalnego plastiku, średnica 14 mm, 19 sztuk. Sama ich użyłam raz do mankietów TEJ BLUZKI. Myślę, że się przydadzą :) Spokojnie, mam ich całe mnóstwo...
Tu mamy prawdziwy rarytas - guziki-miseczki z kwiatkiem. Nie mam pojęcia z czego są zrobione, ale są śliczne. 2 sztuki, średnica 35 mm. Obecnie oczekuję na książkę specjalistyczną o materiałach, muszę się doszkolić z tego zakresu. I jeszcze jeden wielki guzik w kolorze niebieskim z kwiatem-rozetą, wykonany ze świetlistego plastiku. Kiedyś zrobiłam z niego broszkę, moja koleżanka bardzo chętnie ją nosi. To prawdziwy gigant o średnicy 51 mm.
No dobrze, tyle o guzikach, teraz kilka zasad:
1. Aby wziąć udział, po pierwsze należy się podpisać komentarzem pod tym postem, żebym wiedziała kto się bawi.
2. W mojej zabawie może brać udział każdy, kto posiada blog i zamieści na nim poniższy baner wraz z linkiem.
3. Zapraszam do udziału wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania, bo wysyłam do wszystkich krajów europejskich i nieeuropejskich.
4. Zwycięzca zostanie wybrany drogą losowania przez osobę nie związaną z blogiem.
5. Zabawa trwa do 30 września, do północy. Losowanie odbędzie się 1 października 2014. Obowiązuje godzina środkowoeuropejska (w Hiszpanii, o dziwo, jest ta sama godzina co w Polsce...).
6. Wynik będzie ogłoszony w dniu losowania (1 października). Wylosowana osoba jest będzie poproszona o kontakt mailowy. A guziki wyślę pocztą na podany adres, listem poleconym.
Mam nadzieję, że guziki się Wam podobają!
piątek, 5 września 2014
poniedziałek, 1 września 2014
Peasant Blouse - czyli Chłopka, ale w moim stylu
Zawsze podobały mi się takie proste, marszczone gumką bluzki typu chłopka. Problem w tym, że na mnie coś takiego w ogóle nie leży. Taka figura :/ Ale zalazłam na to sposób: zrobiłam wersję dopasowaną zaszewkami, i zostawiłam tylko dekolt i rękawy na tyle obszerne, żeby móc je ściągnąć gumką.
Materiał jest dość przejrzysty - to zwykły bawełniany batyst. Pani w sklepie zapewniała, że nie będzie tak bardzo prześwitywać, a i w sklepowym świetle faktycznie tkanina nie przebijała aż tak bardzo (albo sprzedawczyni jest na tyle sprytna, że wie pod jakim kątem pokazać materiał żeby wyglądał tak, jak klient tego sobie życzy). Ale to nie problem - założyłam cielistą bieliznę i tyle. Z resztą chyba nie ma lepszego materiału na te prawie 40-stopniowe upały, które nas teraz naszły na koniec lata...
Wykrój powstał na podstawie pewnej sukienki, która dobrze na mnie leży - takie wykroje są najlepsze! Skopiowałam na papier, dokładnie odwzorowując zakładki i zaszewki i to już trzecia bluzka uszyta na jego podstawie!
Poniżej dwie poprzednie - ta pierwsza w kwiaty pojawiła się w jednym poście, kiedy założyłam ja do towarzystwa TEJ spódniczce. A ta druga jakoś nie trafiła nigdy na blog, i może wygląda niepozornie, ale zapewniam Was, że latem noszę ją prawie na okrągło.
Materiał jest dość przejrzysty - to zwykły bawełniany batyst. Pani w sklepie zapewniała, że nie będzie tak bardzo prześwitywać, a i w sklepowym świetle faktycznie tkanina nie przebijała aż tak bardzo (albo sprzedawczyni jest na tyle sprytna, że wie pod jakim kątem pokazać materiał żeby wyglądał tak, jak klient tego sobie życzy). Ale to nie problem - założyłam cielistą bieliznę i tyle. Z resztą chyba nie ma lepszego materiału na te prawie 40-stopniowe upały, które nas teraz naszły na koniec lata...
Wykrój powstał na podstawie pewnej sukienki, która dobrze na mnie leży - takie wykroje są najlepsze! Skopiowałam na papier, dokładnie odwzorowując zakładki i zaszewki i to już trzecia bluzka uszyta na jego podstawie!
Poniżej dwie poprzednie - ta pierwsza w kwiaty pojawiła się w jednym poście, kiedy założyłam ja do towarzystwa TEJ spódniczce. A ta druga jakoś nie trafiła nigdy na blog, i może wygląda niepozornie, ale zapewniam Was, że latem noszę ją prawie na okrągło.
środa, 27 sierpnia 2014
Jak na lato
Żółty nieodłącznie kojarzy mi się z latem i wakacjami. Bardzo lubię ten kolor. Jakoś od razu mi w nim weselej.
Tę spódnicę chciałam uszyć na poprzednie wyzwanie grupy 'Poznań Szyje', ale się nie udało.
Wszystko dlatego, że materiał, który taki był ładny żółciutki, po wypraniu celem zdekatyzowania, dostał jakichś białych zacieków. Trochę jak na dżinsach, które po praniu czasem pokrywają się takimi jasnymi smugami. Jeszcze jakby tego było mało, materiał miał plamę w centralnym miejscu, która nawet w praniu z odplamiaczem nie zeszła. Cóż chcieć od resztki za 1 euro.
Kiedy ją kroiłam, przyznam się że w kiepskim świetle po nocy, skupiłam się na tej okropnej plamie, a smug w ogóle nie widziałam. Odkryłam je dopiero następnego dnia, kiedy miałam się zabrać za szycie. I to zarówno na przodzie jak i na tyle... Wpadłam w rozpacz i odstawiłam szycie te spódnicy na jakiś czas. I tak minął termin wyzwania szyciowego poznańskiej grupy...
:(
Jednak co by nie było, strasznie mi się ten materiał podobał, i model również (dół sukienki modelu 132 z Burdy nr 5/2012), wiec jednak skończyłam. Jakby co to ten:
Trochę pokombinowałam, żeby tył stał się przodem a przód tyłem (niestety lewa strona materiału wygląda jeszcze gorzej...), doszyłam pasek (i kieszeń) i gotowe. W najgorszym przypadku mogę ją przecież albo potraktować jakimś chlorem, albo przefarbować, co?
A póki co nadaje się zarówno na plażę jak i do letniego ogrodu :-)
A do stylizacji mam idealne kolczyki - dzieło mojej koleżanki:
Nakręciłam ją na produkcję kolczyków i teraz sprzedaje takie różne bajery na etsy, można obejrzeć TUTAJ.
Tę spódnicę chciałam uszyć na poprzednie wyzwanie grupy 'Poznań Szyje', ale się nie udało.
Wszystko dlatego, że materiał, który taki był ładny żółciutki, po wypraniu celem zdekatyzowania, dostał jakichś białych zacieków. Trochę jak na dżinsach, które po praniu czasem pokrywają się takimi jasnymi smugami. Jeszcze jakby tego było mało, materiał miał plamę w centralnym miejscu, która nawet w praniu z odplamiaczem nie zeszła. Cóż chcieć od resztki za 1 euro.
Kiedy ją kroiłam, przyznam się że w kiepskim świetle po nocy, skupiłam się na tej okropnej plamie, a smug w ogóle nie widziałam. Odkryłam je dopiero następnego dnia, kiedy miałam się zabrać za szycie. I to zarówno na przodzie jak i na tyle... Wpadłam w rozpacz i odstawiłam szycie te spódnicy na jakiś czas. I tak minął termin wyzwania szyciowego poznańskiej grupy...
:(
Jednak co by nie było, strasznie mi się ten materiał podobał, i model również (dół sukienki modelu 132 z Burdy nr 5/2012), wiec jednak skończyłam. Jakby co to ten:
Trochę pokombinowałam, żeby tył stał się przodem a przód tyłem (niestety lewa strona materiału wygląda jeszcze gorzej...), doszyłam pasek (i kieszeń) i gotowe. W najgorszym przypadku mogę ją przecież albo potraktować jakimś chlorem, albo przefarbować, co?
A póki co nadaje się zarówno na plażę jak i do letniego ogrodu :-)
A do stylizacji mam idealne kolczyki - dzieło mojej koleżanki:
Nakręciłam ją na produkcję kolczyków i teraz sprzedaje takie różne bajery na etsy, można obejrzeć TUTAJ.
sobota, 23 sierpnia 2014
Ekologicznie
Niedawno kupiłam sobie takie oto nowe zabawki:
Oczywiście nożyk tarczowy i linijka. Bardzo przydatne przy krojeniu wszelkiego rodzaju dzianin, jak również i tkanin. Problem w tym, że takie narzędzia wymagają specjalistycznych sprzętów, na przykład maty, która ochroni stół przed pokrojeniem. Może kiedyś się na taką matę wykosztuję, ale póki co zastosowałam bardziej ekologiczne i ekonomiczne rozwiązania.
Oto moja wieeelka podkładka do krojenia :-)
Została wykonana z ok. 15 pudełek po moich ulubionych płatkach śniadaniowych, które już z założenia są wykonane z papieru makulaturowego, a więc podwójny recykling. Ułożyłam je w 3 warstwy (wcześniej przeprowadziłam próby z większa ilością warstw ale 3 są wystarczające). Co prawda nie jest to mata samo-gojąca się, ale w razie zużycia mogę... dokleić jeszcze jedną warstwę. Bo płatki będę jadła nadal te same :-)
Mata przeszła już próbę generalną i sprawdziła się znakomicie.
To co widać na zdjęciu to kolejny zakup z Berlina (o którym pisałam TUTAJ), w trakcie krojenia. Przy krojeniu takiej dzianiny warto zamiast przypinania szpilkami, co może nieco zniekształcić materiał lub naciągnąć, ułożyć obciążające odważniki - do kupienia w specjalistycznych sklepach za ciężkie pieniądze. Ja zrobiłam trochę inaczej: poszłam na plażę i wyjątkowo zamiast muszelek nazbierałam podłużnych, płaskich kamieni, takich prostych i w łuczek.
Przytrzymują znakomicie materiał, nie przesuwają się, a do tego nic nie kosztują.
Mam nadzieję, że podobają się Wam moje ekologiczne rozwiązania. :-)
Oczywiście nożyk tarczowy i linijka. Bardzo przydatne przy krojeniu wszelkiego rodzaju dzianin, jak również i tkanin. Problem w tym, że takie narzędzia wymagają specjalistycznych sprzętów, na przykład maty, która ochroni stół przed pokrojeniem. Może kiedyś się na taką matę wykosztuję, ale póki co zastosowałam bardziej ekologiczne i ekonomiczne rozwiązania.
Oto moja wieeelka podkładka do krojenia :-)
Została wykonana z ok. 15 pudełek po moich ulubionych płatkach śniadaniowych, które już z założenia są wykonane z papieru makulaturowego, a więc podwójny recykling. Ułożyłam je w 3 warstwy (wcześniej przeprowadziłam próby z większa ilością warstw ale 3 są wystarczające). Co prawda nie jest to mata samo-gojąca się, ale w razie zużycia mogę... dokleić jeszcze jedną warstwę. Bo płatki będę jadła nadal te same :-)
Mata przeszła już próbę generalną i sprawdziła się znakomicie.
To co widać na zdjęciu to kolejny zakup z Berlina (o którym pisałam TUTAJ), w trakcie krojenia. Przy krojeniu takiej dzianiny warto zamiast przypinania szpilkami, co może nieco zniekształcić materiał lub naciągnąć, ułożyć obciążające odważniki - do kupienia w specjalistycznych sklepach za ciężkie pieniądze. Ja zrobiłam trochę inaczej: poszłam na plażę i wyjątkowo zamiast muszelek nazbierałam podłużnych, płaskich kamieni, takich prostych i w łuczek.
Przytrzymują znakomicie materiał, nie przesuwają się, a do tego nic nie kosztują.
Mam nadzieję, że podobają się Wam moje ekologiczne rozwiązania. :-)
piątek, 8 sierpnia 2014
Sukienka dla ...
Ostatnio na wielu blogach pojawiły się różne ubranka dziecięce. Wśród moich znajomych i przyjaciół też zaroiło się od małych dzieci. Po serii śliniaków (które niestety rozdałam zanim sfotografowałam), przyszła kolej na sukienkę. Taką prostą, na lato, z cienkiej bawełny.
Szyłam jeszcze na wakacjach w Polsce :-) Wykrój pochodzi z Burdy, nr 10/2005, model 139.
Sukienka powstała z tkaniny naprawdę już leciwej, z serii 'od cioci', i ostatnio zabrałam się za jej uwalnianie.
Jak widać, tkanina ma wzór w ciemnoniebieskie paski i czerwone kwiatki. Do tych czerwonych kwiateczków dobrałam dodatki: czerwoną wstążkę i guziki.
Jednak te guziki to zwykła atrapa. Jak wiadomo, najpraktyczniejsze dla dzieci są zatrzaski, więc postanowiłam od spodu przyszyć jednocześnie z guzikiem taki właśnie zatrzask (prezent od Kasi, której również bardzo dziękuję - nawet nie sądziłam, że tak szybko ich użyję!).
A sukienka już powędrowała do pewnej małej dziewczynki.
Szyłam jeszcze na wakacjach w Polsce :-) Wykrój pochodzi z Burdy, nr 10/2005, model 139.
Sukienka powstała z tkaniny naprawdę już leciwej, z serii 'od cioci', i ostatnio zabrałam się za jej uwalnianie.
Jak widać, tkanina ma wzór w ciemnoniebieskie paski i czerwone kwiatki. Do tych czerwonych kwiateczków dobrałam dodatki: czerwoną wstążkę i guziki.
Jednak te guziki to zwykła atrapa. Jak wiadomo, najpraktyczniejsze dla dzieci są zatrzaski, więc postanowiłam od spodu przyszyć jednocześnie z guzikiem taki właśnie zatrzask (prezent od Kasi, której również bardzo dziękuję - nawet nie sądziłam, że tak szybko ich użyję!).
A sukienka już powędrowała do pewnej małej dziewczynki.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Wakacyjna torba
Z tkanin kupionych w Berlinie uszyłam taką oto torbę:
Nie miałam do niej podszewki, więc uszyłam bez. Jako, że z lewej strony materiał jest biały, użyłam białej nitki na dole. Postanowiłam jednak, że nie będę rezygnować z dodatkowej kieszonki i wykombinowałam kieszonkę zewnętrzną, która jednak nie wpływa na wygląd modelu.
A tu wskazówka jak uszyć taką kieszonkę:
Najpierw przyszyłam górny brzeg do wierzchniej tkaniny prawą stroną do prawej i zaprasowałam do góry.
Następnie przyszyłam worek kieszeni do tkaniny bazowej (tej czerwono-zielonej), z której uszyta jest cała torba.
Teraz już tylko zostało przyszycie tkaniny wzmacniającej (tej zielonej) do krawędzi szwu z jednej i z drugiej strony (na zdjęciu poniżej zaznaczone szpilkami) i rozprasowanie. Po rozłożeniu zielona tkanina pokryła się z dolną częścią tej kolorowej, która stanowi bazę torby.
I dalej szyje się jak każdą inną torbę ;-)
Nie miałam do niej podszewki, więc uszyłam bez. Jako, że z lewej strony materiał jest biały, użyłam białej nitki na dole. Postanowiłam jednak, że nie będę rezygnować z dodatkowej kieszonki i wykombinowałam kieszonkę zewnętrzną, która jednak nie wpływa na wygląd modelu.
A tu wskazówka jak uszyć taką kieszonkę:
Najpierw przyszyłam górny brzeg do wierzchniej tkaniny prawą stroną do prawej i zaprasowałam do góry.
Następnie przyszyłam worek kieszeni do tkaniny bazowej (tej czerwono-zielonej), z której uszyta jest cała torba.
Teraz już tylko zostało przyszycie tkaniny wzmacniającej (tej zielonej) do krawędzi szwu z jednej i z drugiej strony (na zdjęciu poniżej zaznaczone szpilkami) i rozprasowanie. Po rozłożeniu zielona tkanina pokryła się z dolną częścią tej kolorowej, która stanowi bazę torby.
I dalej szyje się jak każdą inną torbę ;-)
piątek, 1 sierpnia 2014
Szycie u Mamy
Na wakacje, jak co roku, wybrałam się do Polski, odwiedzić rodziców i rodzeństwo, a także dawno nie widzianych przyjaciół. Dzięki temu, że właściwie to jestem w domu, mogę też trochę sobie poszyć ;-)
Oczywiście korzystam z maszyny mamy, starego niemieckiego Ideala. Może idealny nie jest, ale szyje znakomicie. Maszyna, choć nie ma tysiąca stopek i innych dodatków daje radę i pewnie jeszcze będzie dawała da przez wiele lat.
Odkryłyśmy nawet z siostrą, że maszyna posiada kilka szwów elastycznych!
U mamy są też inne skarby - cały koszyk nici w przeróżnych odcieniach. Pamiętam, że z mamą rzadko kupowało się jakąś nową szpulkę, bo przeważnie udało się znaleźć potrzebny kolor.
Mama ma również spory zapas zamków i swoją prywatną kolekcję guziczków. Muszę przyznać, że już pierwszego dnia zabrałam się za ich oglądanie, bo zrobiłam się trochę specjalistą od guzików (guzikologiem? guzikoznawcą? - nie wiem czy taki specjalista istnieje ;-)
Dzięki temu udało mi się już uszyć torbę (o tym niebawem), a jeszcze wyciągnęłam jakieś stare szmatki z których powstają już 2 spódnice :-)
Oczywiście korzystam z maszyny mamy, starego niemieckiego Ideala. Może idealny nie jest, ale szyje znakomicie. Maszyna, choć nie ma tysiąca stopek i innych dodatków daje radę i pewnie jeszcze będzie dawała da przez wiele lat.
Odkryłyśmy nawet z siostrą, że maszyna posiada kilka szwów elastycznych!
U mamy są też inne skarby - cały koszyk nici w przeróżnych odcieniach. Pamiętam, że z mamą rzadko kupowało się jakąś nową szpulkę, bo przeważnie udało się znaleźć potrzebny kolor.
Mama ma również spory zapas zamków i swoją prywatną kolekcję guziczków. Muszę przyznać, że już pierwszego dnia zabrałam się za ich oglądanie, bo zrobiłam się trochę specjalistą od guzików (guzikologiem? guzikoznawcą? - nie wiem czy taki specjalista istnieje ;-)
Dzięki temu udało mi się już uszyć torbę (o tym niebawem), a jeszcze wyciągnęłam jakieś stare szmatki z których powstają już 2 spódnice :-)
czwartek, 24 lipca 2014
Wakacyjne zakupy
Wakacje wakacjami ale nie może się obyć bez kupowania tkanin. Spacerując po Berlinie trafiłam na wspaniały sklep Frau Tulpe na ulicy Veteranenstrasse, gdzie kupiłam takie oto materiały:
Sklep specjalizuje się w tkaninach patchworkowych, ale posiada również szeroki wybór dzianin, takich naprawdę dobrych jakościowo. Niestety te hiszpańskie ze sklepu z resztkami są dużo cieńsze i jakieś takie biedne. Mam nadzieję, że będzie to kolejne udane podejście do dzianin (poprzednie można zobaczyć TUTAJ).
A z tych zielonych kawałków powstanie pojemna torba, mam nadzieję.
Frau Tulpe można także odwiedzić online na frautulpe.de (strona również w języku angielskim), albo jak kto woli, odwiedzić Panią Tulipanową osobiście.
Sklep specjalizuje się w tkaninach patchworkowych, ale posiada również szeroki wybór dzianin, takich naprawdę dobrych jakościowo. Niestety te hiszpańskie ze sklepu z resztkami są dużo cieńsze i jakieś takie biedne. Mam nadzieję, że będzie to kolejne udane podejście do dzianin (poprzednie można zobaczyć TUTAJ).
A z tych zielonych kawałków powstanie pojemna torba, mam nadzieję.
Frau Tulpe można także odwiedzić online na frautulpe.de (strona również w języku angielskim), albo jak kto woli, odwiedzić Panią Tulipanową osobiście.
środa, 16 lipca 2014
Sezon na szorty
Coś w tym sezonie w mojej szafie dominuje kolor czarny. W zeszłym roku uparłam się, że będę nosić kolory i dosyć się tego trzymałam. Ale w tym sezonie coś wymiękłam i oto kolejna już czarna rzecz na moim wiosenno-letnim blogu: szorty!
Pewnie poznajecie wykrój - szorty w stylu Brigitte Bardot z Burdy nr 06/2011. Szorty wyszły bardzo, bardzo krótkie. W sam raz na obecnie panujące w Hiszpanii upały.
Wykrój prosty, największym wyzwaniem było dla mnie wszycie zamka, który częściowo wchodzi na kieszeń. Właśnie ta częściowość sprawia, że proste wszywanie krytego zamka robi się skomplikowane. Na tyle, że skupiłam się na nim i wszyłam zanim doszyłam pasek, co spowodowało niestety prucie. Jako, że czasu na szycie mam bardzo mało, kiedy mam pruć to naprawdę robię się zielona... Na szczęście szorty mają krótkie szwy, więc poszło w miarę szybko.
Mam w szafie różne kolory krótkich spodni, ale czarnych jeszcze nie. To jednak praktyczny ciuch, bo można go zestawić z wieloma bluzkami.
Pewnie poznajecie wykrój - szorty w stylu Brigitte Bardot z Burdy nr 06/2011. Szorty wyszły bardzo, bardzo krótkie. W sam raz na obecnie panujące w Hiszpanii upały.
Wykrój prosty, największym wyzwaniem było dla mnie wszycie zamka, który częściowo wchodzi na kieszeń. Właśnie ta częściowość sprawia, że proste wszywanie krytego zamka robi się skomplikowane. Na tyle, że skupiłam się na nim i wszyłam zanim doszyłam pasek, co spowodowało niestety prucie. Jako, że czasu na szycie mam bardzo mało, kiedy mam pruć to naprawdę robię się zielona... Na szczęście szorty mają krótkie szwy, więc poszło w miarę szybko.
Mam w szafie różne kolory krótkich spodni, ale czarnych jeszcze nie. To jednak praktyczny ciuch, bo można go zestawić z wieloma bluzkami.
wtorek, 1 lipca 2014
Gadżet dla kierowcy
W końcu na plażę udało nam się pojechać (torba z poprzedniego postu obowiązkowo nam towarzyszyła). Jako, że i ja jestem kierowcą i mam dość poobcieranych obojczyków, postanowiłam w ostatniej chwili uszyć mały gadżet na pas, który będzie mnie chronił przed otarciami. Oczywiście można taki bajer kupić ładniejszy, bardziej profesjonalny czy cokolwiek, ale nie ma to jak własnoręcznie coś wykombinować.
Spełnia doskonale swoją funkcję, a do tego nic mnie nie kosztował. Może pół godziny główkowania i trochę szycia. Wykorzystałam na niego kawałek podszewki z kiedyś uszytego płaszcza (TUTAJ), podszytej watoliną, oraz najmilszą bawełnianą tkaninę jaką znalazłam w swoich zapasach. Na zapięcie poszła reszta rzepa, którego kupiłam kiedy szyłam parę śliniaków dla dzieci znajomych (tak, tak, uszyłam i już rozdałam, może kiedyś złapię któreś w obiektywie).
A na plaży - no cóż, pogoda nie rozpieszczała i kilka razy w pośpiechu musieliśmy uciekać przed deszczem do samochodu, po czym odkrywaliśmy, że na sąsiedniej plaży wcale nie pada, tylko świeci słońce. I tak kilka razy. To się nazywa aktywny wypoczynek ;-)
Spełnia doskonale swoją funkcję, a do tego nic mnie nie kosztował. Może pół godziny główkowania i trochę szycia. Wykorzystałam na niego kawałek podszewki z kiedyś uszytego płaszcza (TUTAJ), podszytej watoliną, oraz najmilszą bawełnianą tkaninę jaką znalazłam w swoich zapasach. Na zapięcie poszła reszta rzepa, którego kupiłam kiedy szyłam parę śliniaków dla dzieci znajomych (tak, tak, uszyłam i już rozdałam, może kiedyś złapię któreś w obiektywie).
A na plaży - no cóż, pogoda nie rozpieszczała i kilka razy w pośpiechu musieliśmy uciekać przed deszczem do samochodu, po czym odkrywaliśmy, że na sąsiedniej plaży wcale nie pada, tylko świeci słońce. I tak kilka razy. To się nazywa aktywny wypoczynek ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































