Hiszpanie uwielbiają się przebierać. Stąd popularność zabaw karnawałowych, które przeradzają się w zbiorowe uliczne imprezy. W ten weekend wybraliśmy się na inną, dość nową lokalną imprezę (ach te fiestas... latem nie ma wiochy, gdzie nie odbyła by się fiesta del pueblo, czyli lokalny festyn z koncertami i czym chata bogata): Fiesta de Indiano w Ribadeo. Chodzi w niej głównie o to, żeby się przebrać 'jak za dawnych lat'. Są koncerty z muzyką z lat dwudziestych i wcześniejszą, wystawy a nawet była sztuka teatralna. Żeby zrozumieć na czym polega fenomen, trzeba sięgnąć trochę do historii.
 |
Indianos na tle typowego domu z epoki. Gdyby nie te wszędobylskie krzesełka Coca-coli to byłaby naprawdę podróż w czasie... |
Na początku ubiegłego wieku wielu mieszkańców Hiszpanii (podobnie jak później w latach 80-tych i również obecnie) znajdowało się na emigracji zarobkowej. Wielu dorobiło się w Ameryce Łacińskiej, głównie na Kubie, czy to przy produkcji cygar, czy na plantacjach bawełny czy czego innego, po czym wracali 'na bogato' do ojczyzny. Pradziadek mojego mężczyzny to prawdziwy dorobkiewicz-Indiano, a jego dziadek urodził się w Hawanie. Na północy Hiszpanii bardzo duża część populacji ma podobną historię. To ich właśnie nazywają 'Indianos'. Większość budowała potem ogromne domy, takie trochę jak torty z kremem i koniecznie palmą przed domem (bo tu akurat palmy naturalnie nie rosną).
Dla tych co zainwestowali na Kubie, a nie na przykład w Argentynie, na początku lat sześćdziesiątych, kiedy nastał tam porządek komunistyczny niestety dobre czasy się skończyły. Ci co mieli majątki zostali wywłaszczeni. Hiszpania utraciła wyspę, a Indianos potracili dorobek całego życia. Pozostały im malownicze domki z palmą na pocieszenie. (Pradziadek-indiano został się bez palmy, bo nie zasadził, za to koło jego domu do dziś rośnie stuletnie drzewko pomarańczowe).
 |
Jeden z najsłynniejszych budynków w stylu Indiano - dom na rynku w Ribadeo. Zdjęcie sprzed kilku lat bo obecnie budynek jest w remoncie. |
Mieszkańcy północno-zachodniej Hiszpanii bardzo lubią wspominać te czasy, ale te lepsze, kiedy jeszcze gotówka płynęła z Ameryki Łacińskiej, bezpośrednio po powrocie, czyli lata 1900 - 1920. Dlatego na imprezie obowiązywał bardzo określony
dress code. Zobaczcie sami:
Przebrały się nawet niektóre sklepy:
 |
To normalny sklep z odzieżą męską... |
 |
...a to pasmanteria. |
A to nasze stroje (kapelusz obowiązkowy):
Sobie uszyłam długą spódnicę z białego batystu, ozdobioną białą koronką i w pasie przewiązaną wstążką, koniecznie w kolorze tej na kapeluszu (co lepiej widać na poprzednim zdjęciu). Uszyłam również luźne lniane spodnie jako uzupełnienie męskiego stroju. Wyszły jak zwykle trochę luźne i trzeba było kombinować. A kapelusz to autentyczna panama - w domu jego dziadków jest mnóstwo kapeluszy z tamtej epoki, niestety głównie męskich.
 |
A do zapięcia w spodniach użyłam guzika z kokosu z mojej ogromnej kolekcji :) |
Mam nadzieję, że udało mi się Wam przekazać trochę tego 'indiańskiego' klimatu.
______________________________________________
Wykrój: Spodnie:
Burda 02/2002 model 140, Spódnica: Burda05/2012 model 111 ozdobiony koronkami
Rozmiar: 36 spódnica, spodnie to kombinowany rozmiar, między Burdowym 50 i 52
Materiał: bawełniany batyst na spódnicę, beżowy len na spodnie
Nici: poliestrowe białe i beżowe
Dodatki: spodnie: gumka, zamek i guzik z kokosu; spódnica: gumka i koronki
Zdjęcia: Paco, ja, a także pani przypadkowy przechodzień ;)